Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.Rozumiem

Jeden gniewny człowiek (Sala Niebieska)

Kiedy:
11 Czerwiec 2021@18:00 Europe/Warsaw Strefa czasowa
2021-06-11T18:00:00+02:00
2021-06-11T18:15:00+02:00
Koszty:
20 i 17 zł
Jeden gniewny człowiek (Sala Niebieska)

Rezerwuj/Kup

 

Kalifornijska firma zajmująca się transportowaniem cennych ładunków, głównie milionów w gotówce, popada w coraz większe kłopoty. W ciągu ostatnich miesięcy kilka jej konwojów zostało napadniętych, ograbionych, a ochraniające je ekipy wymordowano. W takich okolicznościach do firmy dołącza H (Jason Statham) milczący twardziel o niejasnej przeszłości, ale o nieocenionych kompetencjach. Jego zadaniem jest podniesienie bezpieczeństwa konwojów i wykrycie sprawców napadów. Wkrótce okaże się jednak, że jego prawdziwym celem jest zemsta. H odkrywa, że za napady odpowiada gang, którego ludzie kilka miesięcy temu zabili jego syna. Wkrótce ulice LA spłyną krwią, bo dla H „oko za oko” to za mało. Thriller akcji. Reż. Guy Ritchie, wyk.: Jason Statham, Josh Hartnett, Post Malone, Holt McCallany, Scott Eastwood, prod. USA, Wielka Brytania 2021, czas trwania: 119 min.

Jason Statham kreuje H. z charyzmą godną gwiazdorów ejtisowego kina akcji. Wzorem Sylvestra Stallone'a w „Cobrze” czy Arnolda Schwarzeneggera w „Jak to się robi w Chicago” walczących w imię konserwatywnych ideałów Ronalda Reagana bez mrugnięcia okiem rozprawia się z każdą napotkaną szumowiną. Kiedy w jednej ze scen wychodzi z ciężarówki i odsłania swoją twarz przed atakującymi ją napastnikami, przejmuje nas ta sama groza co ich. Nie ma w nim ani krzty autoironii. On się nawet nie uśmiecha. Bucha za to nieskrępowaną przywódczą, mitologiczną wręcz energią, przez którą nie sposób oderwać się od ekranu. W świecie przedstawionym podporządkowuje sobie całą przestrzeń i narzuca wszystkim swoją wolę. Ritchie prezentuje nam tu cały przekrój różnorodnych modeli męskości. Oglądając film, wchodzimy do bezwzględnie maskulinistycznego świata, w którym kolejne dialogi między bohaterami można określić mianem porównywania wielkości przyrodzenia. Wszystko opływa testosteronem, ale nie zabrakło też miejsca na charakterystyczną dla reżysera postać wymoczka jedynie udającego twardziela. I jest to jeden z niewielu zabiegów w tym filmie, przy jakim fani twórcy „Rock'N'Rolli” poczują swojski klimat. Prócz może dwóch scen nie ma tu nawet teledyskowego montażu znanego z sygnowanych jego nazwiskiem produkcji. „Jeden gniewny człowiek” to najdojrzalszy jak do tej pory projekt reżysera, w którym nie próbuje on nas mamić, wzbogacając swoją historię widowiskowymi zabiegami. Fabuła rozegrana jest na niskich tonach, przez co nosi znamiona filmowej ballady napakowanej przemocą. W jednej z ostatnich scen, kiedy obserwujemy niemiłosiernie rozciąganą w czasie rzeź, pobrzmiewają nawet echa „Dzikiej bandy” Sama Peckinpaha. Nie spodziewajcie się więc rozluźniającego letniego kina. Mamy do czynienia z produkcją nastawioną na przetrzepanie i przetarcie widzem podłogi. Razem z bohaterami zatapiamy się coraz bardziej w świecie przedstawionym, ale kiedy przyjdzie nam go opuścić poczujemy ulgę i żal, że seans tak szybko się skończył.